wtorek, 24 maja 2016

Rozdział 13 "Prawda boli, co?"


Rozdział ze szczególną dedykacją dla Sylwii i Tori :D


W pomieszczeniu panowała głucha cisza, przerywana płaczem dziewczyn i chyba nie tylko. Nie była pewna, ale nie chciała sprawdzać. Nie mogła się odwrócić, nie chciała widzieć ich twarzy, bo wiedziała, że ujrzy na nich współczucie, a tego nie pragnęła. Mell marzyła żeby, ktoś po prostu ją zrozumiał. Co mogło być trudne. W końcu jednak ktoś się przełamał, a dziewczyna nie mogła opisać zdziwienia jakie ją ogarnęło, gdy usłyszała głos Louisa.:
          - To był ten facet z parku? Ten od tego listu? W ogóle co w nim było?
          - Jaki facet? Jaki list? - zapytał Ilay patrząc to na Louisa to na swoją siostrę.
          - To nie był on. Przynajmniej na razie. - Westchnęła.: - To był jego kuzyn, ale skoro on wie gdzie może mnie znaleźć to tylko kwestia czasu, żeby i Eric pojawił się gdzieś nie daleko w najbliżej przyszłości.
          - Żartujesz? - Wykrzyknął Harry. - Ale moment, ta babka z telewizji mówiła, że on wyszedł za kaucją. Kto był tak wielkim idiotą, żeby płacić za jego wyjście. - Mell doskonale wiedziała, spojrzała na brata smutnym wzrokiem.:
         - O nie. Nie wmówisz mi, że to Ryan.
         - Skończ wreszcie go bronić! To nie ty żyłeś z nim po tym całym gównie! - Wykrzyknęła wkurzona.:
         - To nie ty musiałeś znosić każdą jego obelgę pod swoim adresem, bo coś źle zrobiłeś! Oboje dobrze wiemy, że on nigdy mnie nie akceptował. Byłam nieplanowanym dzieckiem, które powinno się było w ogóle nie narodzić! Nie chciał mnie, ale musiał tolerować, bo mama mnie kochała. Wiesz ile razy nie mogłam wejść do domu, gdy spóźniłam się o pieprzoną minutę, i musiałabym spać pod drzwiami, gdyby nie pani Solarez?  Nie wiesz! Nic nie wiesz, bo siedziałeś sobie w Londynie, z tymi wszystkimi ludźmi, z pieprzoną pracą, fantastycznymi przyjaciółmi, idealnym życiem, bez wielkich problemów, a mnie zostawiłeś z nim! Z tym pieprzonym tyranem! A wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? - uśmiech, który pojawił się na jej twarzy był przerażający.: - To, że ani razu nie przyjechałeś zobaczyć czy wszystko jest dobrze. Nie pojawiłeś się na pogrzebie mamy, bo miałeś pracę, nie przyjechałeś kiedy po raz kolejny wylądowałam w szpitalu, bo przechodziłam załamanie nerwowe, a ojciec nie chciał załatwić mi psychologa, bo byłeś w pracy. Miałeś mnie gdzieś! Zawsze trzymałeś jego stronę, bo on zawsze Ci na wszystko pozwalał! A gdzie w tym wszystkim ja? Robiłam wszystko… - w tym momencie załamał jej się głos.: - Wszystko, żeby choć raz mnie pochwalił, byłam najlepszą uczennicą, dobrą córką, no może nie idealną, ale próbowałam się mu przypodobać, a on i tak miał mnie w dupie. Ciągle chwalił swojego idealnego synka, który tyle osiągnął. Ja też mogłabym coś osiągnąć i tak z perspektywy czasu widzę, że to co się stało wcale nie było winą mojej kłótni z El. To był tylko kolejny impuls, który pociągnął za sobą głębiej osadzoną historię. Tylko, że nikt jej nie zna. Bo nikt do cholery nie chciał mnie nigdy poznać! Była tylko El, a później oni, ale z nimi nie byłam prawdziwą sobą, to nie ja. Zmieniłam się co, nie? Ale powiedz mi jak ty byś się czuł na moim miejscu? Jakby to było gdybyś w własnej rodzinie czuł się jak piąte koło u wozu? Nie wiesz jakie to uczucie, czuć się jak gówno, być jak gówno, nie, być gównem. Ojciec nigdy nie pozostawiał mi złudzeń, dla niego byłam niczym innym jak gównem, ale wiesz ja też jestem człowiekiem. Jak każdy w tym pomieszczeniu! I też do cholery mam uczucia! Tylko szkoda, że nikt tego nie widzi. Zawsze byłam nikim, nawet dla Ciebie kochany braciszku. - Sarknęła na samym końcu. Wszyscy się w nią wpatrywali z otwartymi ustami. W końcu Ilay postanowił się odezwać.:
           - Ja nie… - Nie mógł znaleźć słów, które szalały w jego głowie. Usłyszał pusty śmiech swojej siostry.:
           - Nie wiedziałeś? To chcesz powiedzieć? - Uniosła kpiąco brew. - Pewnie, skąd mogłeś wiedzieć, siedziałeś sobie w tym wspaniałym mieście, między tymi wszystkimi ludźmi i miałeś mnie w dupie!
           - To nie prawda! - wykrzyknął słysząc, po raz kolejny tak niedorzeczną rzecz, wypowiadaną przez swoją siostrę.: - Kocham Cię Mell, inaczej nie
           - Inaczej by mnie tutaj nie było. - Przerwała mu.: - Bądźmy poważni to chcesz powiedzieć. Ale to nie prawda. - Już była spokojna, a nawet bardzo spokojna.: - Ja nie potrzebuje litości Ilay. Poza tym nie wybaczę sobie jeśli coś Wam się stanie. Rozumiesz? Jesteście… staliście się dla mnie bardzo ważni przez ostatnie miesiące. Pokochałam was dlatego po prostu wyjadę do Manchesteru i poddam się. Mam dość. Rozumiesz? - chciała odejść gdy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, ale w ostatniej chwili złapał ją Niall.:
          - Chcesz dać za wygraną tak po prostu? Odpuścić? Oddać się jemu? - zapytał.:
          - Nie do końca Niall, ale co innego mi pozostaje? Jestem jedynie problemem. To trzeba było skończyć zanim tu przyjechałam. - Z jej oczu wyleciały pierwsze łzy, podczas tego wieczoru.:
          - Czas to skończyć, tam gdzie wszystko się zaczęło. A dla was najlepiej będzie jak o mnie zapomnicie.
          - Nic nie rozumiem. - Blondyn zmarszczył brwi.: - Skoro nie chcesz iść do Erica, to co ty masz… - zamilkł najwyraźniej się domyślając. I chyba nie tylko on, bo nagle rozległ się głos Louisa.:
          - Nigdzie nie pojedziesz. Do cholery nie poddasz się teraz, kiedy już prawie wygrałaś. - wszyscy oprócz Ilaya przytaknęli mu.:
          - Prawie robi wielką różnicę, ale dziękuję Lou przynajmniej wiem komu naprawdę na mnie zależało, kochani. Cieszę się, że was poznałam i trochę mi przykro, że muszę was opuścić zanim wy poznaliście mnie, ale to się musiało stać. Przeszłość mnie nie zostawi, póki czegoś z nią nie zrobię.

________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

No to co kochani 13 dla was.. mam nadzieje, że wam się spodoba :D

Doprowadziłam do tego, że aż mi łezka poleciała więc chyba nie jest to takie złe, co?
Liczę na komentarze :D

Lov ya 
agataa xx

wtorek, 29 marca 2016

Jest tu ktoś?

Hej wszystkim! 


chociaż nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta... 
wiem, że dawno mnie nie było...
i nie wiem czy w ogóle powinnam się tu jeszcze pojawiać...
doskwierała mi pustka i mam nadzieje, że to zrozumiecie
teraz jednak mogę wam powiedzieć, że jeśli ktoś tu jest
A wiem, że niecały miesiąc temu jeszcze ktoś to czytał ;_;
chociaż sama się zastanawiam dlaczego, ale to nieważne

tak więc mam dla was informacje:

JEŚLI KTOŚ TU JEST I CHCE TUTAJ KOLEJNY ROZDZIAŁ TO NIECH SKOMENTUJE
I NAJWAŻNIEJSZE PROSZĘ O PODPIS JEŚLI TO ANONIM, BO CZASAMI MAM WRAŻENIE, ŻE TYLKO JEDNA OSOBA TO KOMENTUJE. 

LUV YA, AGATAA xx 

środa, 14 października 2015

Rozdział 12 "Powrót do przeszłości"



"So now we are the lost,
And now we are the last,
Living in a nightmare,
Broken dreams, love turned mean,
Living in the past."
                              
                                                     Motorhead "Living in the past"
 
Reporterka telewizyjna stojąca przed wielkim, szarym murem otoczonym u góry drutem kolczastym właśnie zaczynała swoją relację:
- Znajduję się właśnie przed budynkiem więziennym w Manchesterze skąd dziś rano wypuszczony został Eric C. skazany na 25 lat więzienia za porwanie nastoletniej dziewczyny oraz zabójstwo policjantki. Jest także winny posiadania, zażywania oraz sprzedawania narkotyków. Mężczyzna, według naszego informatora, został wypuszczony za kaucją.
- Słyszałem o tym. - powiedział Harry, gdy zmieniono informacje, a Mell wyłączyła telewizor:
- Tylko nie rozumiem co to ma z tobą wspólnego. - Dziewczyna westchnęła nie chciała tego mówić, ale ta wiadomość nie dawała jej spokoju.:
- To ja byłam tą nastolatką - wyszeptała nawet na ich nie patrząc.: - A kobieta, która wtedy zginęła ie była tylko zwykłą policjantką, ale także moją matką. - W pokoju wszyscy na siebie spojrzeli, ale nikt nie raczył się odezwać. Mell stała przodem do okna wpatrywała się w zachodzące Słońce, ktre było o wiele bardziej dla niej w tym momencie interesujące.


"How many nights does it take to count the stars?
That's the time it would take to fix my heart
Oh, baby, I was there for you
All I ever wanted was the truth."

                                                         One Direction "Infinity"

- W dniu, w którym poznałam Louisa byłam zwykłą, prostą i grzeczną dziewczynką. Słuchałam się rodziców, nigdy nie zapaliłam papierosa, nie uciekałam ze szkoły. Byłam wzorową córką, uczennicą i przyjaciółką. - przelotnie zerknęła w stronę Eleanor. - Ale w tym samym dniu, po kłótni z El nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Miałam dość wszystkiego i wszystkich. Przyjaciółka mnie wystawiła dla zajętego chłopaka.- Przewróciła oczami. - Poszłam do klubu, nawet nie pamiętam jego nazwy. Poszłam tam i zaczęłam pić, mimo że miałam tylko 16 lat. Barman nic nie powiedział jak zobaczył kasę, a powinien, nie? W pewnym momencie przysiadł się do mnie jakiś koleś, z początku nie zwracałam na niego uwagi. Nic nie mówił tylko się mi przyglądał. - Zamknęła czy i wyobraziła sobie tamtą noc.:


Siedziała przy barze i piła już chyba piąty kieliszek, gdy dosiadł się do niej pewien blondyn. Nic nie robił oprócz przyglądania się jej sobie. W pewnym momencie zaczęło jej to przeszkadzać więc zapytała:
 - Mam coś na twarzy? - chłopak jedynie uśmiechnął się wtedy wydawało jej się, że to było nawet urocze.
- Skąd. Po prostu jesteś bardzo ładna. - będąc pod wpływem alkoholu ani trochę się nie zawstydziła. Jedynie posłała mu szeroki uśmiech. Zaczęli ze sobą rozmawiać przez większość nocy. po pewnym czasie chłopak odprowadził dziewczynę do domu, w której czekała na nią zdenerwowana matka. Jednak ta nie chciała z nią rozmawiać. poszła od razu do siebie i zatrzasnęła drzwi od pokoju.


Przez następne parę miesięcy całkiem się zmieniłam. Zaczęłam wagarować, nie słuchałam matki ani ojca, zresztą jego i tak nikt nie obchodził poza Ellie. Całe dnie spędzałam w bogatym towarzystwie Erica i jego przyjaciół. Czułam się wspaniale. Do czasu. Pewnego dnia matka wróciła z pracy. Jadłam wtedy obiad, to było jakieś pół roku po spotkaniu w klubie, powiedziała mi wtedy że Eric jest podejrzany o posiadanie i handel narkotykami. Wyśmiałam ją. Przecież znałam go, nigdy by nie handlował żadnym świństwem. Wyszłam wtedy z domu i nie wróciłam do niego już później. Poszłam do Erica powiedzieć mu o tym absurdzie, ale nie zastałam go w domu. Był w starych opuszczonych magazynach, w których spotykaliśmy się całą paczką od czasu do czasu, i ćpał. Nie mogłam w to uwierzyć. Zaczęłam się wydzierać, ale wtedy jeszcze w niego wierzyłam. Dopiero gdy powiedziałam, że pójdę z tym do matki, a on mnie pierwszy raz uderzył zaczęłam wątpić. To było dla mnie czymś nowym. Chłopak kazał mnie związać i wrzucić do piwnicy. Przez chwilę nawet nie wiedziałam co się dzieję, a później tylko poczułam tylko jak ktoś mi coś wstrzykuje. Nie wiem jak długo byłam nieświadoma, obudziłam się w bardzo ciemnym pomieszczeniu bez żadnych okien. Było tam cholernie zimno, byłam głodna i spragniona, a głowa strasznie mnie bolała, tyle, że nie mogłam z tym nic zrobić, byłam związana. Eric przyszedł po dłuższej chwili od mojego obudzenia i wtedy pierwszy raz mnie zgwałcił. Czułam się strasznie.Broniłam się, krzyczałam lub przynajmniej próbowałam, ale liny krępowały mi ruchy poza tym Eric miał nóż, który skutecznie mnie uciszał. - Przerwała na krótką chwilę, bo zapatrzyła się w widok za oknem. - Eric przychodził co kilka dni. Przynajmniej tak mi się wydawało, co nie zmieniało faktu, że się wtedy nienawidziłam. Dzień, w którym się uwolniłam był jednym z najwspanialszych a zarazem najgorszych dni mojego życia. Tego dnia nie przyszedł do mnie Eric tylko jedna z dziewczyn, która widząc mnie chyba się trochę przeraziła i szczerze gdybym się widziała też bym miała taką minę. Dziewczyna mnie odwiązała i dała mi jakiś obiad dzięki czemu naszło mi trochę sił więc gdy tylko wróciła ogłuszyłam ją talerzem, zabrałam jej bluzę, spodnie i nóż, a następnie wyszłam zatrzaskując za sob drzwi. Chciałam zniknąć niepostrzeżenie, ale usłyszałam głos mojej mamy. Byłam zdziwiona i przez chwilę wydawało mi się, że to jakieś zwidy. Niestety to była prawda. Gdy wydostałam się z piwnic zauważyłam moją matkę celującą do Erica z broni. Wykrzykiwała do niego coś w stylu: "Ty wiesz gdzie ona jest. Oddaj mi ją"
Byłam wtedy tak zdezorientowana, ze zamiast trzymać się z boku, krzyknęłam do niej, a ona się do mnie odwróciła. Dobiegłam do niej i przytuliłam się. Eric był zdziwiony, ale tylko przez chwilę. Gdy się ocknął szybko rozbroił moją matkę i zaczął celować w moją stronę. A ja czekałam na ten strzał. Jednak ten niestety nie nadszedł, bo chłopak wolał sobie mnie zatrzymać. Podszedł do mnie, przystawił broń do skroni i powiedział do mojej matki żeby nas wypuściła inaczej zginę. Czułam się dziwnie, ale wiedziałam że nie chce nigdzie z nim iść, dlatego bardzo powoli wyciągnęłam nóż, który zabrałam wcześniej dziewczynie i wbiłam mu ją w brzuch. Chłopak się osunął na ziemię oswobadzając mnie. Przysunęłam się z powrotem do mamy i chciałam się znów przytulić. Jednak ta mnie odepchnęła. Jedyne co usłyszałam to huk, następnie poczułam ból ramienia , a później zobaczyłam jak mam się osuwa na ziemie. Pamiętam swój krzyk, to jak do niej podbiegłam i próbowałam zatamować krwawienie, ale niestety nie udało mi się. Ona cały czas krwawiła - Mell miała przed oczami tą czerwoną plamę. - Później już tylko ktoś mnie od niej odciągnął, dał jakieś środki usypiające, a później już jest tylko pustka. Obudziłam się według lekarzy 4 dni później z odwodnieniem, licznymi ranami na brzuchu, plecach i nogach oraz ranie postrzałowej na ramieniu. - Podwinęła rękaw żeby ją zobaczyć. - Dowiedziałam się, że mama nie żyje, ojciec nie był u mnie ani razu i ma mnie w dupie, przespałam pogrzeb, a Eric wraz z kolegami zaraz po tym jak opuści szpital trafi do więzienia. Przez następne ni nie odzywałam się do nikogo, nie chciałam jeść ani pić. Żyłam na kroplówkach, które odpinałam co parę minut póki nie przychodziła pielęgniarka i ich z powrotem nie wpinała. Zmieniło się dopiero gdy przyszedł Ilay. On mnie wyciągnął z tego stanu i to dla niego postanowiłam się wziąć za siebie ale nic już nie jest tak jak być powinno. I już nigdy nie będzie. - To było ostatnie zdanie jakie wypowiedziała w tej kwestii. Miała ochotę zniknąć, ale wiedziała że to dopiero początek, a, że nikt nie wiedział co powinien powiedzieć cisza była tylko jedną z wielu przyczyn tego pragnienia.
__________________________________________________________________________________


Część kochani :D
Mam nadzieję, że nowy rozdział wam się podobał ;) To jest tak jakby część pierwsza. Na następną będziecie musiel trochę poczekać nie wiem dokładnie ile. 
Ten rozdział pojawił się głównie dzięki komentarzowi od anonima, za który naprawdę bardzo dziękuję. :**  Także to dla niego en rozdział i prosiłabym o podpis następnym razem ;D 
PS
Z prawej strony bloga są dwie ankiety w których do głosowania serdecznie zapraszam. ;D

dziękuję jeszcze raz. :D
Pozdrawiam xx
agataa xx