środa, 22 kwietnia 2015

Rozdział 10 "Więzienie"

Więzienie o zaostrzonym rygorze, Manchester, dwa tygodnie wcześniej

Korytarzami budynku przemieszcza się starszy na oko pięćdziesięcioletni mężczyzna. Starał się o to widzenie od kilku dobrych miesięcy, ale dopiero teraz sąd udzielił mu na nie zgody. Wszedł do sali ze strażnikiem, który po chwili nalegania i nie wielkiej łapówce zostawił go wraz z młodym blondynem skutym kajdankami:
- Kogo to moje oczy widzą. Rayan Blue postanowił mnie odwiedzić. - kpiący głos więźnia echem odbijał się od pustych, szarych i odrapanych ścian:
- Mi też miło Cię widzieć, Eric. - odparł mężczyzna podobnym tonem dodatkowo przewracając oczami:
- Co pana do mnie sprowadza? - chłopak nie potrafił ukryć swojego zainteresowania przez co uśmiech na twarzy Rayana szybko się powiększył:
- Mam dla Ciebie pewną propozycję.
- Jaką? - Eric nieufnie zmarszczył brwi:
- Na początek może chciałabyś się czegoś dowiedzieć o Mellodie? - pytanie było tak banalne, że zbiło blondyna z tropu:
- Nie rozumiem. - pokręcił głową na potwierdzenie swoich słów, a w jego umyśle zaczął powstawać obraz dziewczyny. Pamiętał ją doskonale, mimo że nie wiedział jej już dwa lata.:
- Gdzie jest? - zapytał ignorując swoją wcześniejszą wypowiedź. Twarz mężczyzny wykrzywiła się w gorzkim uśmiechu:
- W Londynie, u Ilaya.
- Nie ma chłopaka, prawda?
- Nie wiem, nie kontaktuję się z nią, a z synem dawno nie rozmawiałem.
- Masz się tego dowiedzieć. - warknął Eric, mężczyzna prychnął:
- Teraz? - blondyn pokiwał głową: - zabrali mi telefon. - wzruszył ramionami: - Wrócę tu za tydzień i będę miał dla Ciebie informacje, a ty zastanów się nad moją propozycją.
- O co konkretnie chodzi? - zapytał
- O zemstę. - krótka odpowiedź i szybkie wtajemniczenie w część planu. Oczy chłopaka rozszerzyły się ze zdziwienia:
- Chcesz zabić własną córkę?! - spokojna twarz mężczyzny sprawiała, że chłopak nic nie rozumiał:
- Nie chcę jej zabijać - warknął przez zęby - mów ciszej, bo za siebie nie ręczę. - powiedział, a potem dodał: - Chcę żeby cierpiała tak jak ja, kiedy zginęła Ellie.
- Przecież to była jej matka, dlaczego myślisz, że nie cierpiała? - to nie miało sensu.: - Poza tym to ja ją zabiłem więc to mnie powinieneś się pozbyć.
- Ty jeszcze bronisz tej suki? - plunął Rayan: - Gnijesz przez nią w pierdlu, ale nie chcesz jej krzywdzić?
- Tego nie powiedziałem.
- W takim razie do zobaczenia za tydzień. Dobrze się zastanów nad odpowiedzią. - Blue wstał i nie czekając na odpowiedź wyszedł z sali widzeń.

Dom Ilaya, Londyn, tydzień później

Po domu brata Mellodie rozbiegł się dźwięk telefonu. W budynku znajdował się jedynie chłopak, gdyż jego dziewczyna była u sąsiadek, a siostra odkąd pogodziła się z El spędza z nią każdą wolną minutę. Dodatkowo przyjęła na siebie obowiązek pilnowania małego Jusa więc nie przesiaduje zbyt często w domu co bardzo cieszy Ilaya:
- Halo? - zapytał podnosząc słuchawkę.
- Cześć Ilay. - w telefonie zabrzmiał gruby głos mężczyzny, którego się nie spodziewał:
- Tata? Coś się stało?
- A musiało? - zapytał:
- Ymm nie, raczej nie. Tylko trochę się spieszę. Więc chcesz coś konkretnego? - W tym momencie drzwi do domu otworzyły się i do środka weszła siostra chłopaka wraz z Justinem:
- Chciałbym się dowiedzieć u Mell.
- U Mell? - Dziewczyna słysząc swoje imię popatrzyła na brata: - Wszystko dobrze.
- Z kim rozmawiasz? - wyszeptała:
- Znalazła kogoś? Nie przeszkadza ci? - głos ojca był naglący.
- Z Rayanem. - odpowiedział brunetce i zaczął rozmawiać przez telefon. Dziewczyna popatrzyła na niego przerażona i szybko zerwała połączenie. Ilay spojrzał na nią zaskoczony:
- O co chodzi?
- Jus - zerknęła na chłopca: - idź do mojego pokoju, zaraz przyjdę. - pokiwał głową i zniknął na górze:
- Czego on chciał? Dlaczego o mnie pytał? - była zdenerwowana i roztrzęsiona:
- Pytał co u ciebie?
- Dlaczego?
- Nie wiem mała. I nie bardzo rozumiem dlaczego przerwałaś połączenie.
- Jeśli jeszcze raz zadzwoni nic mu nie mów. Rozumiesz? - Mellodie denerwowała się coraz bardziej:
- Rozumiem, oczywiście, że rozumiem. Tylko dlaczego?
- On coś kombinuje. Czuję to i nie będą to dobre rzeczy. - Mężczyzna popatrzył na nią zdenerwowany:
- Po co miałaby coś kombinować?! - warknął: - To twój ojciec, a ty jesteś przewrażliwiona! - oczy dziewczyny rozszerzyły się w zdezorientowaniu.
"On ci nie wierzy" - umysł zaczął jej ciążyć. Zakręciło się jej w głowie:
- Sam w to nie wierzysz. - wyszeptała i pobiegła do pokoju, płacząc:
- Mell, Melly  - usłyszała głos Justina: - dlaczego płaczesz? - przytulił się do niej: - Nie płacz! Słyszysz? Bo ja też zacznę. - jak na zawołanie w oczach chłopczyka pojawiły się łzy:
- Nie Jussie. Nie płaczemy. - otarła mokre policzki: - pobawimy się w chowanego. - uśmiechnęła się i pogoniła chłopca, aby się schował.

Więzienie o zaostrzonym rygorze, Manchester, ten sam dzień

- I co z nią? - zapytał blondyn patrząc na wchodzącego do pomieszczenia mężczyznę:
- U niej wszystko dobrze. Dowiedziałem się, że znalazła sobie kilku dobrych znajomych, ale nie ma chłopaka. Szczerze mówiąc nie dziwi mnie to. - Eric uśmiechnął się: - A ty przemyślałeś moją propozycję? - pokiwał głową: - I? - Rayan uniósł brwi:
- Zgadzam się.
- Bardzo dobrze. - wstał i uścisnął mu dłoń: - Za tydzień będziesz już wolny. - dodał i wyszedł z sali. Po chwili chłopak znalazł się w swojej celi. Podszedł do obskurnego łóżka i z poszewki wyciągnął wyblakłe już zdjęcie dziewczyny, która śni mu się po nocach:
- Już niedługo się zobaczymy, Kochanie. - uśmiechnął się do zdjęcia. Następnie położył się i zamknął oczy powtarzając plan.

__________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________________________

Dodaję nowy rozdział chociaż chyba nie powinnam. :d
Nie wiem już co robić... Trochę przyspieszam akcję i skończę tą część za około 5-6 rozdziałów.
To zależy od was.
Mam nadzieję na chociaż jeden komentarz.
Oraz podziękowania lecą do Anonimka i Wiktorii 1D.
Pozdrawiam xx